28 Lip Wywiad dla Radia znad Wilii: “Turgiele-Toruń-Paryż i Kafloteka w Gdańsku”

Twoja życiowa historia dość ciekawie się układa – pochodzisz z małej wsi spod Turgiel, skończyłeś stosunki międzynarodowe w Toruniu, następnie mieszkałeś w Paryżu, po czym przeniosłeś się do Gdańska, gdzie założyłeś Kaflotekę i tworzysz ręcznie ceramiczne płytki. Skąd pomysł właśnie na taką działalność?

Ceramiką interesowałem się od dawna. Przypomina mi się dzisiaj epizod z dzieciństwa, kiedy w wykopanej pod sadzawkę dziurze w ziemi odkryłem dosyć elastyczną i czystą glinę. Ulepiłem z niej jakieś figurki, talerze, małe rzeźby i wypaliłem je w starym piecu na drewno, który wtedy mieliśmy w naszym domu. Temperatura wypału zapewne była zbyt niska, naczynia, co prawda, nie rozpadały się, ale nadawały się do przechowywania tylko suchych rzeczy. Później już szło coraz lepiej. Na studia artystyczne nie zdecydowałem się, chociaż namawiała mnie do tego nauczycielka z kółka plastycznego. Dostałem się na stosunki międzynarodowe i z perspektywy czasu nie żałuję tego wyboru. Przez cały ten czas ceramikę traktowałem jako hobby – co prawda pochłaniało mnie ono całkowicie, ale było to tylko hobby. W końcu zacząłem je traktować poważniej: ukończyłem kurs ceramiczny w Gdańskiej Szkole Artystycznej, byłem na stażu w manufakturze ceramiki użytkowej, wyjeżdżałem na plenery artystyczne… Pomysł by uczynić z ceramiki źródło dochodu zrodził się jakiś czas temu, podczas jednej z moich podróży po Francji. Planowałem powrót do Polski i chciałem zająć się tym, co lubię najbardziej.

Dlaczego wytwarzasz płytki, a nie np. naczynia ceramiczne?

Podczas wizyty w Pałacu Papieży w Awinionie, który przez prawie 70 lat pełnił funkcję Stolicy Apostolskiej, zobaczyłem oryginalne płytki ceramiczne sprzed 700 lat. Nie tylko do dzisiaj spełniają swoją funkcję, ale też zachwycają wspaniałym wyglądem. Wtedy pojawiła się myśl, że chciałbym robić kafelki i ceramiczne kompozycje dekoracyjne. Odpowiadając na Twoje pytanie muszę odwołać się do doświadczenia właścicieli galerii sztuki – chyba każdy z nich przyzna, że ceramika jest dość specyficzną dziedziną. Ceramiczne rzeźby i autorskie naczynia trudno się sprzedaje. Ponadto rzeźby zajmują więcej miejsca niż obrazy, które wiesza się na ścianę. W Kaflotece płytki ceramiczne, mozaiki i dekory są takim swoistym połączeniem malarstwa i ceramiki: zajmują mało miejsca a oprócz tego łatwo się je czyści – do pokrytych szkliwem kafelków wystarczy zwykła mokra ścierka.

Jak wygląda proces twórczy?

Wszystko zależy od pomysłu. W przypadku płaskich kafelków pokrytych szkliwem zaczynamy od rozwałkowania gliny używając walcarki, następnie wycinamy w glinie odpowiednie kształty specjalnymi wykrojnikami. Przypomina to trochę wycinanie ciastek z rozwałkowanego ciasta przy pomocy foremek. Wycięte w ten sposób kafelki powinny wyschnąć. Jest to proces, który może trwać tydzień, a nawet dłużej – wszystko zależy od wielkości kształtów i pogody za oknem. Gdy płytki ceramiczne już wyschną, ręcznie oczyszczamy ich brzegi z niepotrzebnych resztek gliny, dzięki czemu stają się gładkie. Następny etap to wypał na tak zwany biskwit. Kafelki wkładamy do pieca i wypalamy w temperaturze od 900°C do 1100°C. Wypalone w ten sposób płytki szkliwimy za pomocą specjalnego pistoletu lub pędzla i ponownie wypalamy je w temperaturze wymaganej przez dane szkliwo, która może sięgnąć nawet 1300 °C

Własny interes jest wyzwaniem. Z jakimi trudnościami się spotykasz?

Są to zwyczajne problemy związane z budowaniem marki oraz prowadzeniem firmy w początkowym okresie. Na szczęście mogę liczyć na pomoc oraz rady moich przyjaciół, a także rodziny. Jeśli chodzi o proces tworzenia kafelków, to niespodzianki mogą się zdarzyć, gdy wprowadzam do produkcji nową glinę lub szkliwo. Opisy i zdjęcia kupionych do produkcji szkliw nie zawsze zgadzają się z rzeczywistością i może się okazać, że po wypale kolor szkliwa jest inny niż oczekiwałem a kafelki się wykrzywiają. By uniknąć zaskoczenia i strat, warto sprawdzać nowe szkliwa i masy ceramiczne wypalając próbki.

Na rynku, tym bardziej w Polsce, konkurencja jest ogromna. Nie obawiasz się jej?

Nie zamierzam konkurować z dużymi zakładami produkującymi płytki ceramiczne na skalę przemysłową. To nie miałoby sensu. Produkują tanio, często na drugim końcu świata, korzystając z taniej siły roboczej i zastępując glinę sztucznymi zamiennikami. Wartość dekoracyjna takich płytek też jest bardzo wątpliwa. W marketach budowlanych możemy dzisiaj zobaczyć tradycyjną czerń i biel, przyćmione kolory i kiczowate wzory. Wiele kolekcji jest też stylizowanych na wyroby… ręczne! Mogłoby się zdawać, że moją konkurencją są małe manufaktury czy pracownie wytwarzające ręczne płytki ceramiczne. Zabrzmię pewnie kontrowersyjnie, gdy powiem, że tak nie jest! W Polsce mieszka prawie 40 milionów ludzi, ale obecnie istnieje zaledwie kilkanaście profesjonalnych manufaktur ręcznej produkcji kafelków. Problemem takich manufaktur nie jest to, że pojawia się kolejna pracownia płytek ceramicznych a to, że potencjalni konsumenci nie wiedzą, że takie płytki w ogóle są na rynku dostępne! Cieszyłbym się, gdyby takich pracowni było więcej.

Jacy ludzie decydują się na płytki hand-made?

Ludzie, którzy szukają niebanalnych rozwiązań do swoich wnętrz, cenią rzemiosło artystyczne oraz oryginalne i niepowtarzalne projekty. To, że kafelki różnią się od siebie i nie ma dwóch jednakowych jest dla nich zaletą a nie wadą. Dla klientów Kafloteki wygląd ma znaczenie!

Co klient może znaleźć w ofercie Kafloteki?

Obecnie oferujemy małe kwadraty mozaikowe o bokach 5 centymetrów oraz tradycyjne kwadraty o bokach 10, 16 i 21 centymetrów. W ofercie są również heksagony, czyli sześciokąty, trójkąty, prostokąty i prostokąty fazowane oraz autorskie dekory w kilkudziesięciu kolorach, co pozwala nam na dostosowanie się do indywidualnych potrzeb klientów. Oprócz tradycyjnej palety oferujemy jaskrawe czerwienie i żółcie, ale także szkliwa zapewniające wielorakie efekty barwne w różnych odcieniach bursztynu, malachitu czy turkusu.

Jakie są Twoje plany na przyszłość? Może oddział na Wileńszczyźnie?

Na razie rozwijamy technologię produkcji i skupiamy się na promocji. Myślę, że sprzyja nam wzrost zainteresowania ceramiką użytkową i dekoracyjną, wzornictwem oraz szeroko pojętym designem. Nie chcę wybiegać do przodu, bo jest to świeża sprawa i o otwieraniu oddziałów myśleć jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Mam nadzieję, że gdy spotkamy się następnym razem załoga pracowni wzrośnie do kilku a może kilkunastu osób. Moje doświadczenia, o których wspomniałaś na początku nauczyły mnie cierpliwości i polityki małych kroków. Gdy jednak zachodzi taka potrzeba potrafię działać zdecydowanie.

Tekst ukazał się na stronie internetowej Radia znad Wilii 25 lipca 2016 roku.