27 Lip Wywiad: “Gdańskie kafelki z francuską duszą”

 

Paryż jest pełen ceramicznych płytek i mozaik. Ale to nie francuska stolica zainspirowała bezpośrednio Aleksandra Gavlasa do stworzenia manufaktury kafelków, tylko wizyta w dawnym mieście papieży, Awinionie. Dziś z galerii na Montmartre kafle trafiły do pracowni w Nowym Porcie. O inspiracjach i procesie powstawania ręcznie tworzonych płytek ceramicznych opowiada twórca Kafloteki.

Michalina Domoń: Jak zrodził się pomysł na Kaflotekę?

Aleksander Gavlas: Od dawna interesowałem się ceramiką. To było moje hobby. Odbyłem kursy w szkołach artystycznych, w których pracowałem nad swoim warsztatem i technologią wyrobów ceramicznych. Jednak w tym czasie zawodowo działałem w zupełnie innej branży, a później wyjechałem do Paryża. Początkowo odłożyłem ceramikę na bok, ale w końcu trafiłem do galerii na paryskim Montmartrze. Temat sztuki zawsze był mi bliski. Interesowałem się nią, malowałem obrazy.  W czasie pobytu we Francji dużo podróżowałem. Do dzisiaj szczególnie chętnie jeżdżę na południe – do Prowansji czy Akwitanii. Przełomowy moment nastąpił w Awinionie, gdzie zwiedziłem Pałac Papieży. Tam zobaczyłem oryginalne średniowieczne płytki ceramiczne, które zachowały się w bardzo dobrym stanie. Jak wszystko w tamtych czasach, były wykonane metodą rzemieślniczą. Wydało mi się niezwykłe, że wyprodukowane 700 lat temu kafelki do dziś spełniają swoją funkcję, a do tego noszą znamię rzemieślnika, który je stworzył. To zainspirowało mnie do stworzenia swoich płytek ceramicznych.

Można zatem powiedzieć, że Kafloteka narodziła się we Francji?

Tak. Po powrocie do Paryża zgłosiłem się do jednej z pracowni ceramicznych z pytaniem, czy mógłbym wypalić kilka swoich płytek. Udało mi się wystawić je na sprzedaż w galerii, w której pracowałem. Jak się okazało, sprzedały się bardzo szybko. Zacząłem więc tworzyć kolejne, bo budziły zainteresowanie klientów.

Czy to prawda, że twoje płytki zachwyciły odwiedzających paryską galerię Polaków?

Akurat byłem w galerii, gdy weszli do niej polscy turyści. Nie wiedzieli, że mówię po polsku. Jeden z nich spojrzał na moje kafle i powiedział: “zobaczcie, w Polsce takich nie znajdziecie”. To było bardzo miłe, jednak nie do końca zgodne z prawdą, bo w Polsce powstaje coraz więcej dobrego rzemiosła. Niedługo po tym zdarzeniu wróciłem do Polski z postanowieniem, żeby stworzyć własną pracownię płytek ceramicznych.

Dlaczego spośród tylu możliwości, jakie daje ceramika, zdecydowałeś się tworzyć właśnie płytki?

Glina jest bardzo wdzięcznym materiałem, gdyż umożliwia nieskończoną wprost możliwość interpretacji. Tworzę rzeźby ceramiczne, kiedy mam więcej czasu, ale traktuję to hobbystycznie, mimo że sprawia mi to dużą frajdę. Ponadto w Polsce sztukę ceramiczną trudno jest sprzedać. Kafelki łączą sztukę i rzemiosło. Gdy ręcznie produkowane kafelki zastosujemy jako element wystroju wnętrza, dostrzeżemy ich wyjątkowość. Kafelki nie zajmują przy tym przestrzeni, bo umieszczamy je na ścianie lub podłodze. Są zatem dyskretne, ale nadają wnętrzom charakteru.

Dlaczego płytki robione ręcznie są według ciebie lepsze od tych z masowej produkcji?

Płytki produkowane fabrycznie są zaprzeczeniem produkcji rzemieślniczej. W wielkich zakładach udział człowieka w produkcji ogranicza się nieraz do uruchomienia taśmy produkcyjnej i wywiezienia płytek do sklepów. Kafloteka nawiązuje do tradycji rzemiosła – każdy etap produkcji odbywa się u nas ręcznie. Poza tym, gwarantujemy naszym klientom indywidualne podejście do ich potrzeb. Dla wielu ludzi to bardzo ważna sprawa. Mechanizacja i produkcja masowa powodują, że miliony ludzi posługują się identycznymi przedmiotami i mają ograniczone szanse, by dać wyraz swoim gustom. W naszej pracowni klient może wybrać kształt, rozmiar i kolor swoich płytek, a także zaproponować własne rozwiązanie – w miarę możliwości staramy się spełniać takie życzenia.

Skąd twoim zdaniem rosnące zainteresowanie rzemiosłem ze strony klientów? Czy chodzi o potrzebę posiadania czegoś unikatowego?

Myślę, że dążenie do indywidualizmu jest cechą społeczeństw, które się bogacą. Kiedy powodzi nam się coraz lepiej, często chcemy pozwolić sobie na coś, co będzie stworzone tylko dla nas, coś, co będzie niepowtarzalne. Klient ma wówczas satysfakcję, że jest współautorem, a nieraz autorem projektu.

 

Ciąg dalszy wywiadu na stronie trojmiasto.pl gdzie ukazał się dnia 18 lipca 2016 roku.